Nad Hanoverem

„Nosz kurwa mać” - mówię do siebie w myślach, przykucnięta nad sedesem w ciasnym Boeingu 737, kiedy zauważam krew na papierze toaletowym.

Opakowanie podpasek inteligentnie spakowałam do paczki, którą nadałam wczoraj na Poczcie Polskiej na adres Romany w Torres Vedras. Teraz serdecznie gratuluję sobie tego pomysłu. Nie za bardzo mam co zrobić, muszę się ratować u stewardessy.

Wychodzę z toalety, mijam współpasażerów cierpliwie czekających w kolejce i przemierzam cały samolot w poszukiwaniu stewardessy. Zazwyczaj na pokładzie załoga składa się głównie z kobiet. Tutaj, jak na złość, jest odwrotnie. A przecież piątek 13-ego jest dopiero jutro. Z przodu dwóch facetów, przez środek samolotu wózek z przekąskami prowadzi facet, dopiero z tyłu majaczy mi blond kucyk długich włosów. Idę. Uśmiecham się i pytam wprost czy ma poratować mnie podpaską. W jej uśmiechu dostrzegam współczucie. Odwraca się i szuka czegoś w torebce. Widzę, że znalazła różową podpaskę, ale dzieje się coś dziwnego. Pani Eveline (czytam imię na plakietce) nagle chowa znalezisko za plecami, a następnie podaje mi je schowane we wnętrzu dłoni, jakby to była porcja czystej kokainy. 

Jakby nie można było dopuścić do tego, żeby ktoś się dowiedział.

Mówię „dziękuję”, ale mój wzrok wyraża zdziwienie.

Zastanawiam się dlaczego według pani Eveline krwawienie co miesiąc jest powodem do wstydu? Czy podpaski naprawdę trzeba ukrywać przed ludzkim wzrokiem? Udawać, że nie ma czegoś takiego jak okres?

"Nosz kurwa mać" - mówię do siebie w myślach i czuję, że trzeba jeszcze sporo zmienić w zakresie praw kobiet. Nie tylko w Polsce.

Komentarze

Popularne posty